Perfekcyjność: Geje nie są wcale tacy wyjątkowi [OPINIE]

W swoim tekście na temat gejowskiego zafiksowania na cielesności, Oskar Majda popełnia klasyczny błąd i stara się pokazać, że geje są w jakimś sensie wyjątkowi. Otóż nie, nie są.

Zacznę od tego, że Majda w swoim krótkim wywodzie „Uprzedmiotowiając ciała niszczymy własną godność”, porusza tak różnorodne wątki, jak biblijne wyobrażenie ciała, fragmentaryzacja ludzkiego ciała przez mechanizmy konsumpcji, fantazmaty seksualności męskiej, na body shamingu kończąc. To sprawia, że przez większość wywodu ślizga się jedynie po tematach, upraszczając zjawiska i dochodząc do mylnych wniosków. Pozwolę sobie odnieść się do najważniejszych zarzutów, jakie można postawić jego tekstowi.

Stosunek do ciała zmienił się względem średniowiecza

Trochę tak a trochę nie. Majda mówi, że w wiekach średnich „ciało (…) było narzędziem Szatana”. W dyskursie, do którego się odwołuje, nadal tak jest. Nie muszę chyba przypominać, jak wiele uwagi kościół rzymskokatolicki poświęca grzechom ciała. Ale na tym „brudnym, nieczystym” widzeniu ciała i cielesności nadal oparta jest cała nasza cywilizacja. Czymże innym jest niemówienie o seksualności w domach rodzinnych i w szkole? Czymże innym jest slut shaming – obrażanie osób, które mają bujniejsze niż przeciętne życie seksualne? Czymże innym jest pogarda, z jaką często mówi się o osobach, które przechodzą operacje plastyczne (inaczej mówiąc: poświęcają za dużo uwagi swojemu ciału)?

Ma rację autor, wskazując że dziś ciało jest bardziej widoczne. To nie oznacza, że jest ono mniej brudne. Po prostu współczesna kultura ma w ogóle tendencje do zrzucania na jednostkę odpowiedzialności za samokontrolę. Dawniej to policjant pilnował na plaży, by spodenki nie były za krótkie. Dziś odpowiedzialność za „pohamowanie żądzy” spoczywa na każdym z nas. A każdy, kto odważy się na zbyt intensywne „gapienie się” na kogoś (np. na plaży nudystów!) uważany jest za niedojrzałego, niepoważnego i niewychowanego. Mechanizm kontrolowania seksualności pozostaje więc taki sam – zmienia się tylko „strażnik” tego mechanizmu. Jedną z najlepszych analiz tego zjawiska przygotował Anthony Giddens w swojej pracy „Przemiany intymności: seksualność, miłość i erotyzm we współczesnych społeczeństwach”

Warto jednocześnie podkreślić na marginesie, że podejście do cielesności w średniowieczu było dużo bardziej zniuansowane, niż to rysuje Majda. Co prawda ciało było (i nadal jest) „brudne” i „szatańskie” ale z drugiej strony – było dużo bardziej oswojone. Dzieci sypiały w jednym pomieszczeniu z rodzicami, którzy uprawiali seks a nagość nie była czymś aż tak nietypowym. Nie myślmy więc o średniowieczu (wszak to aż 1000 lat historii!) jak o jednorodnym okresie. Ale to tylko na marginesie.

Ciała są fantazmatem

Tak, jasne, są. Oskar Majda słusznie wskazuje, że ciało „idealne” jest nieosiągalne dla nikogo. Głównie dlatego, że nie wiadomo, jak miałoby takie ciało wyglądać. Oczywiście – dla mnie – jest to pochodna tego, że ciało jest jedynie jednym z elementów performatywności płci. Skoro płeć człowieka jest jedynie „cytowaniem”, „powtarzaniem” (jak wiemy od J. Butler), to nigdy nie będzie w stanie dokładnie odtworzyć tego, co „performuje”. Na przedstawienie płci wpływają tysiące elementów. Od tonu naszego głosu, przez dobór słów, ubioru, makijażu, sposobu chodzenia ale i wyglądu naszego ciała. Nie ma „idealnego mężczyzny” albo „idealnej kobiety” – nie tylko jako realnych tworów ale nawet jako jakichś opisów, zbioru cech, wymiarów i miar. Skoro ich nie ma, nie może być mowy o idealnym ciele.

Niesłuszna jest, moim zdaniem, diagnoza Gajdy w kwestii powodów traktowania ciała jako pola walki i ciągłej poprawy. Nie chodzi o jego nieczystość czy grzeszność. Wydaje się, że tutaj z kolei ciekawą diagnozę postawił zmarły niedawno prof. Z. Bauman, który szuka w ciele ostatniego bastionu kontroli nad życiem z jednej strony oraz w ogóle wzmożonej potrzeby samokontroli z drugiej strony. Bauman podkreśla, że w świecie, w którym nie możemy mieć na nic wpływu, bo otacza nas ciągły lęk (nie strach!) o przyszłość – szukamy miejsc, w których możemy sprawować nad światem kontrolę. Skoro nie mam wpływu na zjawiska globalne (ocieplenie klimatu, wojny na świecie), ani na narodowe (nieważne, na kogo zagłosuję) jak i na lokalne (nie mogę nawet wpłynąć na postawienie progu zwalniającego na jezdni) a nawet na prywatne (nie kontroluję tego, czy zachoruję czy nie), to ostatnim miejscem kontroli pozostaje ciało. Poddając je różnym reżimom i ćwiczeniom, próbujemy utrzymać choć resztkę kontroli nad tym, co dzieje się dokoła nas.

Z drugiej strony ideał samokontroli (o który mowa także powyżej) sprawia, że ideałem nowej klasy średniej staje się stonowanie i przestrzeganie pewnych niepisanych reguł. Niechlujne ubranie – zbyt wyzywające albo zbyt zakrywające do okoliczności – powoduje śmiech i wykluczenie społeczne. Zbytnie wychudzenie albo nadwaga – oznaczają, że ktoś nie potrafi sprawować kontroli nad swoim jedzeniem i naznaczony jest piętnem „osoby chorej” (na anoreksję lub otyłość). I tak dalej, i tak dalej. Ideałem jest dziś (ograniczona) powściągliwość. To zresztą do tego odwoływał się Patryk Chilewicz, gdy pisał o zawartości portali społeczności LGBT. Zwracał uwagę na brak seksualnej powściągliwości (nie używając jednak tego słowa), która sprawia, że osoby LGBT mają być nietraktowane poważnie przez „resztę”.

I wreszcie: wyjątkowość gejów

Majda ma tendencję, którą nauka nazywa heurystyką zakotwiczenia i dostosowania. To taka „uproszczona metoda wnioskowania polegająca na oparciu się (zakotwiczeniu) na jakiejś informacji, a następnie zmodyfikowaniu jej (dostosowaniu się do niej) w celu uzyskania odpowiedzi na pytanie lub wydania sądu” (Wikipedia). Efektem stosowania tej techniki, zdaniem  Amosa Tversky’ego i Daniela Kahnemana, może być efekt skupienia. To takie zjawisko, w wyniki którego przywiązujemy zbyt dużą wagę do jednego szczegółu, co zaburza racjonalną ocenę użyteczności rozważanego rozwiązania.

Wiele razy słyszę od – zwłaszcza młodych gejów, którzy rzadko obracają się w heteroseksualnym środowisku – że jakieś zjawisko dotyczy „gejów to już w szczególności”. Że współczesne związki są nietrwałe – „ale gejów to już w szczególności”. Ludzie skupiają się na kupowaniu i konsumpcji – „no a geje to już w szczególności”. Majda stosuje ten sam zabieg, nie mając ku temu żadnych racjonalnych podstaw. „[P]resja posiadania idealnego ciała jest wśród homoseksualistów wyjątkowo silna (…)”. Nie wiem, skąd te wnioski. Jasne, można opierać się na swoich obserwacjach i opiniach kilkorga znajomych – ale to tak jakby twierdzić, że nikt w Polsce nie głosował na PiS, bo nie znam nikogo, kto głosowałby na PiS.

Niedoskonałe ciała i ich miejsce

Na sam koniec Oskar Majda wchodzi w zupełnie inną retorykę – nazwałabym ją retoryką pocieszającego mędrca. Oto próbuje nam powiedzieć – z pozycji kogoś, kto wie więcej i lepiej – że musimy uważać na te wszystkie (błędnie często zdiagnozowane!) mechanizmy i robić swoje. O ile z wnioskiem się zgodzę (sama od jakiegoś czasu skutecznie uwalniam się od jarzma próbowania utrzymania „ciała idealnego”), to jednak źródeł uprawomocnienia tej strategii szukałabym gdzie indziej.

Teorie queerowe dokonały przemiany w naukach (wraz z innymi rodzinami teorii) zmieniając punkt widzenia. Wcześniej nauka zadawała sobie pytanie: „co sprawiło, że pojawiło się to anormalne zjawisko?” Zjawiskiem tym mogła być choroba, „zboczenie”, błąd genetyczny, cokolwiek. Szukano przyczyn zaistnienia nieprawidłowości. Teorie queerowe zaś postawiły pytanie zupełnie inaczej: „skąd wiemy, co jest normą i kto decyduje o tym, że coś jest normą?” To odwrócenie rozumowania pozwala nam inaczej spojrzeć na rzeczywistość – nie jako na zbiór „normalnych” i „nienormalnych” fenomenów a raczej na chaotyczną rzeczywistość, którą ktoś/coś próbuje porządkować według ukrytych dotychczas reguł, jakie czekają na odkrycie.

W tym kontekście nie mówiłabym raczej „kochajmy swoje niedoskonałe ciała”. A raczej „zastanówmy się, kto decyduje o tym, jakie ciała są doskonalsze od innych i czy taki sposób układania rzeczywistości nam odpowiada”. Bo w tym pierwszym przypadku na zawsze pozostajemy w pozycji „tego gorszego”, który tylko szuka dla siebie miejsca. A w tym drugim jesteśmy na równi ze wszystkimi i wskazujemy, dlaczego pewne partykularne i zazwyczaj niesprawiedliwe interesy stworzyły między ludźmi nierówności.

* * *

Za przydługi tekst przepraszam. Ale tak to jest, jak się próbuje odnieść do wypowiedzi, która od średniowiecza przechodzi do współczesnych suplementów diety.

Polecana literatura, do której się odwołuję w tekście:

– D. Kahneman, P. Slovic, A. Tversky: Judgment under uncertainty: heuristics and biases. New York: Cambridge University Press, 1982. ISBN 0521240646.

– D. Kahneman, A. B. Krueger, D. Schkade, N. Schwarz, A. A. Stone. Would you be happier if you were richer? A focusing illusion. „Science”. 312 (5782), s. 1908–1910, 2006-06-30.

– J. Butler: Uwikłani w płeć. Feminizm i polityka tożsamości, przeł. Karolina Krasuska, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2008.

– Z. Bauman: Płynny lęk, przekł. Janusz Margański, Wydawnictwo Literackie, Warszawa 2008.

– A. Giddens: Przemiany intymności: seksualność, miłość i erotyzm we współczesnych społeczeństwach, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2007.

Tekst ukazał się pierwotnie na JejPerfekcyjnosc.pl.

Tekst: Jej Perfekcyjność

Foto: Manfred Werner/Tsui

Wypowiedz się