Chilewicz: Zacznijmy traktować się poważnie [OPINIE]

Żyjemy w naprawdę szalonych czasach. Z jednej strony emancypacja środowisk LGBTQ jest coraz szersza, a z drugiej wciąż musimy mierzyć się ze wstecznym, ubogim myśleniem na miarę Trumpa czy Kaczyńskiego, którzy wciąż zdają się nie zauważać, że już jakiś czas temu z pewną ulgą pożegnaliśmy wieki ciemne. Dzięki powszechności Internetu jak grzyby po deszczu wyrastają coraz to nowe inicjatywy, blogi, serwisy – to świetnie! Czy te jednak pomagają czy utrudniają walczyć o sprawę?

„Znani polscy geje nie przestają szokować!”

To nagłówek jednej z publikacji. Jest w nim wyrażona sensacja, jest wykrzyknik, ma się klikać. Tytuł jednak bardziej przypomina nagłówki z „Super Expressu” niż materiał, który w jakiś sposób ma wesprzeć środowisko. Wręcz przeciwnie, jest w nim ukryta pewna doza homofobii, bo geje znowu szokują, jakby takie zachowanie było wręcz przypisane do tego środowiska. Stąd już bardzo blisko do obrazków znanych z telewizji, w których Parada Równości przedstawiana jest jako zbiór „degeneratów” w skórzanych spodniach.

„25 powodów, dla których bycie gejem to najlepsze, co ci się mogło przytrafić”

Z kolei ten nagłówek sugeruje wyższość środowiska LGBTQ nad środowiskiem heteronormatywnym. Czy o to walczymy? Wydaje mi się, że od dekad trwa emancypacja mająca sprawić, że świat uzna bycie gejem, lesbijką czy osobą trans za bycie kimś równowartościowym, a nie lepszym, najlepszym. Zastosowano tu zabieg mający wywyższyć środowisko. Czy geje są lepsi od facetów hetero? I dalej: w czym, na podstawie jakich badań, kto ma prawo to oceniać?

„Najbardziej gejowskie samochody”

Tu duże zaskoczenie, ponieważ nie zdawałem sobie sprawy, że samochody mają orientację seksualną. Trochę przypomina to znów wchodzenie do getto, z którego przecież chcielibyśmy w końcu wyjść! Dzielenie produktów czy dzieł kulturowych na te będące „hetero” czy „gay” wydaje mi się jakimś skrajnym absurdem. Wspomniany tytułem ranking dotyczy zestawienia samochodów kupowanych przez osoby nieheteroseksualne zgromadzone w stowarzyszeniu Ledorga. Ileż to rodzi możliwości opisów całego zjawiska! Tymczasem „najbardziej gejowskie samochody” to banał, jakich mało.

 „Beata Kozidrak chwali teledysk Jakuba i Dawida i pada ofiarą hejtu”, „Jakub i Dawid odpowiadają na atak skierowany pod adresem Beaty Kozidrak”

Żyjemy w czasach, w których bardzo szybko można stać się rozpoznawalnym już nie na warholowskie piętnaście minut, lecz pięć sekund. Ostatnio w Polsce mamy prawdziwy wysyp par chłopaków, którzy za pośrednictwem YouTube’a starają się wzbudzić sobą zainteresowanie. Trzeba przyznać, że z całkiem sporym powodzeniem, bo kilka portali czy programy śniadaniowe przygarnęły ich. I niech im się wiedzie! Tylko czy dziesiątki newsów dotyczących tego, że ktoś nagrał nowe wideo, ktoś odpowiedział na czyjś komentarz czy zaczyna nową akcję hashtagową w odpowiedzi na czyjś komentarz będący komentarzem czyjejś wypowiedzi są naprawdę istotne? Być może nie doceniam znaczenia takich zjawisk, lecz dla mnie są to banalne tematy zastępcze.

„Kosmicznie romantyczne oświadczyny – subiektywny ranking”

Kolejny przegląd filmików z sieci, na których panowie oświadczają się sobie nawzajem. Momentami to naprawdę ładne, oby im się wiodło, ale czy tworząc tego typu infantylne rankingi (napisane równie infantylnym językiem) spełniamy jakiekolwiek walory informacyjne czy edukacyjne? Raczej nie. Jeden z portali oferuje też możliwość zorganizowania oświadczyn w ich towarzystwie, a więc również towarzystwie całego Internetu. Nie oceniam ludzi, którzy czują potrzebę przeżywania takich chwil w większym gronie, lecz szkoda, że wszystko zachowane jest w hurraoptymistycznym nastroju, podczas gdy nie mamy w Polsce legalnych małżeństw jednopłciowych, a więc sytuacji, w której oświadczyny mogłyby mieć swój szczęśliwy finał, nie mamy nawet związków partnerskich! W przypływie entuzjazmu o tym – co naprawdę istotne – już nie przeczytamy…

 

Zdaję sobie sprawę, że każdy z nas potrzebuje rozrywki, a portale lifestyle’owe są dzisiaj codziennością – sam w końcu jestem zawodowo związany z tą branżą. Jest jednak różnica między informowaniem, odkrywaniem i przybliżaniem pewnych zjawisk, a beznamiętnym pokazywaniem umięśnionych klat i sezonowych gwiazdek. Wierzę, że można bawić się dobrze, a równocześnie mądrze i z sensem.

Pamiętajmy, że to, jak się komunikujemy, świadczy o nas samych. W momencie, w którym będziemy dawać znać, że najważniejsze są dla nas „hot nowe konta na Instagramie”, nie możemy mieć do nikogo pretensji za to, że nie traktuje nas poważnie. A jeśli naszym głównym komunikatem będzie, że bycie gejem jest cool, mnóstwo zabawy i uśmiechniętych przystojniaków, to oznacza to, że pogubiliśmy się gdzieś w walce o własne prawa. No, chyba że nie walczymy o prawa obywatelskie, a dostęp do seksownej bielizny.


tekst: Patryk Chilewicz
ilustracja: Max Fleishman

Wypowiedz się