Majda: związki zamknięte i otwarte – czy jest się czego bać? [OPINIE]

Doświadczenie pokazuje, że geje mają zazwyczaj problem z rozpoczęciem i utrzymaniem związku. Nie ma w tym nic dziwnego. Zinternalizowana homofobia wielu z nas, homofobiczne społeczeństwo, brak wzorców kulturowych i możliwości zalegalizowania związku jednopłciowego w jakiejkolwiek formie sprawiają, że mamy o wiele trudniejsze zadanie niż nasi heteroseksualni znajomi. Im każda niemal reklama, co drugi film w kinie podpowiadają, że warto zakochać się, wstąpić w związek i założyć rodzinę z gromadką dzieci i psem.  Mainstreamowy przekaz kulturowy dotyczący gejów nadal jest taki, że najlepiej sprawdzają się jako kumple heteroseksualnych kobiet i uprawiają dużo przygodnego seksu zanim umrą na AIDS. A jednak geje wchodzą w związki, a dla wielu z nas założenie i utrzymanie trwałej relacji z innym mężczyzną jest priorytetem.

Osobiście znam kilka par z relatywnie długim stażem, które wydają się zadawać kłam teorii, że stabilne, długotrwałe związki są wśród nas niezwykle rzadkie. Wszystkie te pary – ludzie w różnym wieku, o różnym poziomie wykształcenia, pochodzeniu i statusie majątkowym – wydają się mieć jeden wspólny mianownik: partnerzy mieszkają razem, razem prowadzą gospodarstwo domowe. Znałem osobiście tylko jedną parę, która mieszkała osobno, jednak po kilku latach związek się rozpadł. Zupełnie inną kwestia jest model związku. Tutaj różnorodność jest większa. Tylko dwie z przepytanych na potrzeby artykułu par deklarowały się jako monogamiczne. Jedna deklarowała poliamorię, pozostałe pary to związki otwarte. Każdy z tych związków w obecnej chwili mieści się w przedziale od kilku do kilkunastu lat.

Dla wielu z nas monogamiczny, heteronormatywny  związek wydaje się być niedoścignionym ideałem, do którego dążymy przynajmniej w teorii. To nie powinno dziwić, z uwagi na to, że homoseksualiści podobnie jak osoby heteroseksualne wyrastają pośród tych samych wzorców kulturowych, które monogamiczny związek premiują najwyżej. Mało kogo obchodzą statystki mówiące, że ponad połowa Polaków i jedna trzecia Polek uczestniczyło w zdradzie partnera. I to przy założeniu, że część przepytywanych osób wolała zapewne przemilczeć niewygodną prawdę. Ale nawet jeśli założymy, że wyniki są całkowicie wiarygodne okazuje się, że monogamia w przypadku połowy związków heteroseksualnych jest po prostu fikcją. I to mimo wsparcia jakie monogamiczne pary otrzymują od państwa i Kościoła. Za powody zdrad najczęściej podaje się różnice w temperamencie między kobietami i mężczyznami. Podczas gdy tylko 20 procent ujętych w statystykach kobiet ma ochotę na seks po dwudziestu latach związku, u mężczyzn ta potrzeba utrzymuje się stale na poziomie 60 – 80  procent.  Jednocześnie z uwagi na obowiązujące wzorce kulturowe niewiele heteronormatywnych par godzi się na otwarty związek – taki, w którym jeden bądź obydwoje partnerów otwarcie uprawia seks z osobami trzecimi. Jeszcze rzadsze są przypadki poliamorii – sytuacji, w której związek tworzy więcej niż dwoje partnerów.

Niestety nie udało mi się dotrzeć do badań, których przedmiotem były związki osób nieheteronormatywnych. Dlatego jestem zmuszony powrócić do swoich znajomych. Ci którzy deklarują życie w monogamicznych związkach tworzą je od dwóch i sześciu lat, realizują dość stereotypowy model – wspólny budżet, wspólne wakacje, równy podział obowiązków. Partnerzy są zbliżonym wieku, maja podobne poglądy polityczne, precyzowane wspólne plany na przyszłość. W jednym wspomnianych związków partner przyznał się do utrzymania kontra na Grindrze – wyłącznie w celach towarzyskich. Pozostałe osoby nie korzystały z aplikacji randkowych. Wszyscy na  imprezy – w tym do klubów – wybierają się zawsze z partnerami.

Muszę przyznać, że o wiele ciekawszym tematem wydały mi się związki otwarte. W nich  różnorodność podejść do relacji jest o wiele większa. Tak jak wspomniałem pary – najkrótszy związek z opisywanych przeze mnie trwa obecnie siedem, najdłuższy osiemnaście lat –  również prowadzą wspólne gospodarstwo domowe, dzielą obowiązki. Niektóre wyznają zasadę, że z osobami trzecimi spotykają się tylko razem, inne dają sobie całkowicie wolną rękę, ale wyznaczają zasady: z przygodnymi partnerami seksualnymi nie ma całowania / seksu analnego, czy jakichś innych określonych czynności zarezerwowanych wyłącznie dla stałego partnera. Są również  takie pary, które nie wyznaczają podobnych zasad. Po prostu stawiają na szczerość. Wbrew stereotypom nie odniosłem wrażenia, że któraś ze stron w znanych mi związkach otwartych silniej forsuje ten model. Wygląda on raczej na efekt konsensusu niż wymuszony przez okoliczności kompromis. Część par deklaruje, że od początku tworzyła otwarty związek. Dwie, że podjęły taką decyzję, kiedy doszły do wniosku, że monogamiczny model związku w ich przypadku nie do końca się sprawdzał.

Znajome pary  pytałem również, czy nie boją się, że trzecia osoba może doprowadzić do rozpadu ich związku. Każdy z pytanych wyrażał taką obawę. Natomiast mężczyźni znajdujący się w otwartych związkach  zazwyczaj rozbudowywali swoją wypowiedź mówiąc o tym, że w każdej sytuacji można poznać kogoś, kto doprowadzi do rozpadu relacji, niezależnie od tego czy partnerzy uprawiają przygodny seks, czy nie.

O ile mężczyźni pozostający w otwartych związkach wydają się być szczęśliwi, to ten model relacji budzi kontrowersje w szerszej społeczności LGBTQ. Przygotowując się do napisania artykułu spotykałem się najczęściej z pejoratywnym określeniem: „otwarte to mogą być drzwi.” Przepytywani na ten temat geje – głównie zatwardziali single – podkreślali, że taki związek nie jest prawdziwy – to jedynie układ będący efektem wspólnego kredytu, wspólnego majątku oraz „wspólnego psa”. Paradoksalnie żadna z przepytywanych przeze mnie par żyjących w otwartym związku nie dzieli jednak kredytu i nie uważa, że jest on wystarczającym powodem, żeby być razem. Takie pary podkreślały natomiast wspólnotę interesów, celów życiowych, zaufanie, szczerość, poczucie bezpieczeństwa,  zgodność charakterów, chęć przebywania ze sobą i przede wszystkim uczucie, które ich łączy. Seks dla nich to po prostu element związku nie jego fundament. Pary monogamiczne kładły natomiast nacisk na fundamentalne znaczenie seksu jako strefy intymnej zarezerwowanej wyłącznie dla dwojga partnerów.

Faktem jest, że niezależnie od tego co szersza społeczność sądzi o otwartych związkach one istnieją i najwyraźniej mają się dobrze. Według mnie każdy z nas panując swoją przyszłość z ukochanym partnerem powinien zdawać sobie z tego sprawę i wybrać taki model relacji, który najbardziej mu odpowiada, niekoniecznie taki jaki jest nam narzucony przez współczesną schrystianizowaną, heteronormatywną kulturę zachodnią.

Wypowiedz się