Majda: „spoza środowiska”, „przegięty”, „grubas” – o tym, jak sami siebie nienawidzimy [OPINIE]

Homofobia w Polsce jest faktem.  Osoby LGBTQ w naszym kraju to obywatele / obywatelki drugiej kategorii. Związki partnerskie, nie wspominając o małżeństwach jednopłciowych, nie są w Polsce sankcjonowane. Ujawnienia nieheteronormatywnej orientacji seksualnej wśród osób publicznych należą do rzadkości, bo wiążą się nierozerwalnie z ostracyzmem, czynią łatwym obiektem ataków. Podejmowane przez organizacje pozarządowe próby edukacji w tematach związanych z problematyką LGBTQ są zazwyczaj torpedowane i piętnowane jako „homoseksualna propaganda”. W przestrzeni publicznej znajduje się natomiast miejsce dla licznych homofobicznych wystąpień i inicjatyw takich jak chociażby objazdowa wystawa pod hasłem „Homoseksualizm szkodzi życiu” organizowana przez Fundację Życie i Rodzina.

W Polsce nie ma osoby homoseksualnej, której homofobia nie dotknęłaby w ten czy w inny sposób. Mnie osobiście jednak najbardziej boli ten rodzaj homofobii, który osoby LGBTQ doświadczają od siebie nawzajem.  Tak zwana homofobia zinternalizowana to w polskim środowisku LGBTQ niestety zjawisko powszechne. Cytując Homopedię:

„Homofobia zinternalizowana  (inne nazwy: homoseksualizm egodystoniczny, homoseksualizm odrzucany przez ego), zaburzenie polegające na przejawianiu uprzedzeń antyspołecznych ukierunkowanych na osoby homoseksualne przy jednoczesnej obecności własnego, nie akceptowanego i tłumionego homoseksualizmu. Osoby przejawiające homofobię zinternalizowaną cechuje niski poziom samoakceptacji, niezadowolenie z własnego życia seksualnego. Zaburzenie to może prowadzić do autoagresji, stanów depresyjnych oraz nadużywania substancji psychoaktywnych. W ramach klasyfikacji ICD-10 chorób zaburzenie to posiada numer F66.1.”

Kiedy rozmawiam z innymi osobami homoseksualnymi wszyscy zdają się zauważać ów problem, ale niezmiernie rzadko w kontekście własnych wypowiedzi, czy zachowań. Pokusiłem się zatem o wypunktowanie sytuacji, które według mnie są najczęstszym przejawem zinternalizowanej homofobii. Warto im się przyjrzeć i zastanowić nie tylko nad tym, czy nie padliśmy ich ofiarą, ale również nad tym czy nie zdarzało się nam być ich sprawcami.

Spoza środowiska

Osoby homoseksualne bardzo często odcinają się od środowiska, które same siłą rzeczy współtworzą. Owe środowisko jest źródłem rozpusty, dewiacji, zła wszelkiego. Na licznych portalach randkowych poszukiwani są partnerzy / partnerki „spoza środowiska”. Tymczasem środowisko LGBTQ tworzymy my wszyscy. I nikt inny, jak my sami, decydujemy jak to środowisko wygląda. Jeśli uznajemy, że nasze otoczenie nam nie odpowiada może po prostu warto zmienić konkretnych znajomych, a nie zakładać, że relacje między osobami homoseksualnymi muszą z definicji mieć patologiczny wydźwięk.  Możemy też popracować nad własnym zachowaniem, zastanowić się co możemy zrobić, żeby polepszeć relacje z otaczającymi nas ludźmi, jak sprawić, żeby były bardziej satysfakcjonujące.

Tylko męscy faceci

Nie wiemy czy czternastoletni Dominik z Bieżunia był gejem. Wiemy natomiast, że według kolegów i koleżanek ze szkoły nie był „wystarczająco męski”, cokolwiek by to nie znaczyło. „Wystarczająco męski” nie był również według wielu gejów, komentujących jego śmierć w Internecie. A niemęski mężczyzna to osoba godna pogardy, bo jak wiadomo mizoginia i homofobia niemal zawsze idą w parze. Lektura ogłoszeń na portalach randkowych nie pozostawia wątpliwości, że „tylko męscy faceci” są w cenie, tacy „prawdziwi faceci”, „bez zgiętych nadgarstków”.  Oczywiście de gustibus non est disputandum. Niemniej jednak warto w tym kontekście napisać, że „prawdziwy mężczyzna” to fantazmat, który nijak się ma do rzeczywistości. Żaden z nas, niezależnie od preferencji seksualnych nigdy nie był i nie będzie „prawdziwym mężczyzną”, a na pewno nie w większym stopniu niż mężczyźni, których postrzegamy jako zniewieściałych.  Ojciec Arnolda Schwarzeneggera, Gustav, bił go regularnie, bo uważał, że poświęcający się kulturystce syn nie jest męski. Według niego „prawdziwy mężczyzna” w ogóle nie powinien poświęcać uwagi temu jak wygląda jego ciało. Według stereotypów, którym hołdowało pokolenie moich rodziców prawdziwy mężczyzna z kosmetyków powinien używać jedynie szarego mydła, ubierać się w czerń i szarości a najlepiej w ogóle nie przesadzać z dbałością o wygląd zewnętrzny. Owej definicji, powszechnej jeszcze w latach osiemdziesiątych, nie spełnia obecnie chyba już żaden z obiektów westchnień poszukiwaczy „męskich facetów”. W tym kontekście określanie kogoś jako niemęskiego, gorszego, trochę traci sens.

Grube NIE jest piękne

Często zjawisku zinternalizowanej homofobii towarzyszy tak zwany body shaming, czyli stygmatyzowanie osoby ze względu na jej ciało. Ostatnio byłem świadkiem wielu takich zachowań kiedy stowarzyszenie Bears of Poland zamieściło informację o  śmierci swojego założyciela, Piotra Nowaka. Zamiast kondolencji w komentarzach pojawiły się liczne wypowiedzi piętnujące urągającą zdaniem autorów zdrowiu subkulturę bear oraz jej propagatorów. Abstrahując od tego, że „niedźwiadki”, „misie” to nie tylko, a może nawet nie głównie osoby otyłe (te ostatnie określane są raczej pieszczotliwym mianem „chubby”, „grubasków”), lecz zazwyczaj dojrzali mężczyźni, mocniejszej budowy, bujnie owłosieni, może dziwić skąd aż tak silne emocje u zwolenników zdrowego trybu życia, skoro zdecydowali się napiętnować wygląd oraz dorobek życiowy zmarłego. Tym bardziej, że w naszym środowisku stygmatyzowane są również szczupłe osoby, określane najczęściej jako „niemęskie”, „anorektyczne”, „przegięte”. Wydaje się, że ciało geja może uniknąć body shamingu tylko kiedy jest muskularne, ale i w przypadku takich „doskonałych” ciał padają zarzuty o narcyzm, określenia typu „sterydowiec”, „kark”. Bo prawda jest taka, że każde ciało może stać się i zazwyczaj staje się przedmiotem body shaming, szczególnie jeśli należy do osoby homoseksualnej. Warto o tym pamiętać, kiedy w niewybredny sposób zaczniemy komentować wygląd osób, które zbytnio odbiegają od naszego ideału urody.

Chemia między nami

Wiele się mówi o problemie narkotyków w społeczności LGBTQ. Nadużywanie substancji psychoaktywnych najczęściej wiąże się ze zjawiskiem zinternalizowanej homofobii. W sytuacji, której mniej lub bardziej świadomie boimy się nawiązać relacji z osobą tej samej płci, narkotyki pomagają nam wytworzyć wrażenie intymności, czy ekscytacji, które w innym przypadku umożliwiłaby rozmowa, czy rozbudowana gra wstępna. Mając na myśli relacje mam też na myśli przygodny seks, który w końcu jest przecież spotkaniem dwojga ludzi. I nawet jeśli to spotkanie jest tylko jednorazową przygodą nie musi wcale prowadzić do instrumentalnego wykorzystania partnera. W praktyce rzadko się jednak tak dzieje i nie można tego wytłumaczyć inaczej niż homofobią – pogardą wobec siebie i naszego seksualnego partnera. Narkotyki pozwalają nam jednak skutecznie stłumić zarówno niechęć, jak i wyrzuty sumienia, stworzyć złudne poczucie empatii oraz wywołać stosowne reakcje ciała. Dzięki chemii przecież aktywna strona może być twarda jak skała niemal na zawołanie, a pasywna elastyczna i pojemna, co bez wykorzystania chemii wymagałoby zaangażowania i empatii z obydwu stron.

Nie całuję

Uprzedmiotowienie partnera, w tym partnera seksualnego, to chyba najbardziej jaskrawy przykład homofobii. Wiele ogłoszeń towarzyskich umieszczanych w Internecie to gotowy scenariusz na to jak jednocześnie mieć i zjeść przysłowiowe ciastko, czyli jak mieć seks nie wchodząc w nadmierną interakcję z partnerem. Najlepiej więc, żeby ów partner był już nagi, na kolanach, wypięty, nie zagadywał. Oczywiście o całowaniu i pieszczotach nie może być mowy.  Bo przecież ten drugi, ten pedał to jest untermensch, sam to potwierdził zgadzając się na nasze warunki. Jednak nie tylko strona stawiająca podobne wygania jest homofobiczna. Homofobami są również osoby godzące się na podobną relację, dzięki której ograniczają do minimum kontakt z innymi homoseksualistami, zapewniając sobie jednak seksualną gratyfikację.

Uniwersalny, czyli pasywny

Był taki moment, kiedy wydawało mi się, że stereotyp pasywnego, zniewieściałego geja odszedł do lamusa. A jednak nie. Szczególnie widoczne to jest, kiedy zwrócimy uwagę, że większość gejów określających się w ogłoszeniach towarzyskich mianem uniwersalnych szuka aktywnych partnerów. Te osoby mają jednak problem z określeniem się mianem pasywnych mimo, że w ten sposób byłoby im zdecydowanie łatwiej zwrócić uwagę aktywnych kolegów. Innym nierzadkim przypadkiem są faceci określający się mianem aktywnych, którzy intensywnie szukają uniwersalnych partnerów seksualnych, najlepiej aktywnych. Zupełnie jakby napisanie wprost, że chce się pełnić pasywną rolę w seksie decydowało o naszej męskości i związanym z nią poczuciu własnej wartości.

Nie obnoszę się

Generalnie dobrze jest nie obnosić się z tym, że jest się osobą homoseksualną. „W człowieku przecież ważne jest to kim jest, a nie to z kim sypia.” „Ludzie ujawniają się, bo szukają łatwego rozgłosu, poklasku”. „Nie mam problemu z własną seksualnością, ale nie widzę powodu rozpowiadać o tym na prawo i lewo.” Wszystkie te stwierdzania wśród polskich osób LGBTQ są nadal dość popularne. Dla odmiany osoby heteroseksualne nie obnoszą się ze swoim heteroseksualizmem. On po prostu jest integralną częścią ich osobowości. Podobnie powinno być w naszym przypadku. Ale nie jest. A przecież orientacja homoseksualna nie jest w niczym gorsza (ani lepsza) od orientacji heteroseksualnej. To, że jest nas mniej nie znaczy, że jesteśmy mniej wartościowymi ludźmi. Z niczym nie musimy się obnosić. Jako osoby LGBTQ jesteśmy pełnoprawnymi członkami naszej polskiej społeczności. Nie mam nic do ukrycia, a takie wrażenie możemy stwarzać kiedy urywamy przed światem nasze preferencje seksualne.

 

Wyodrębnionej powyżej przykłady to tylko cześć sposobów w jakich przejawia się homofobia w środowisku LGBTQ. Wszyscy jesteśmy jej ofiarami oraz sprawcami, bo w końcu nie da się wyrastać w homofobicznej społeczności nie przejmując przynajmniej w części jej destrukcyjnych, a w naszym przypadku autodestrukcyjnych wzorców. Mam jednak nadzieję, że zwracając uwagę na ten problem uda mi się nakłonić nie tyle nawet do piętnowania podobnych zachowań u innych, co do krytycznej autorefleksji. Prawda jest taka, żeni nie zmienimy świata bez zmienienia samych siebie, naszego własnego sposobu myślenia.


tekst: Oskar Majda

Wypowiedz się