Łukasz Wójcicki z RKS „Gwiazda”: sport, który nie dyskryminuje [WYWIAD]

RKS Gwiazda to warszawski wegański klub sportowy dla osób kłir, trans* i przyjaciół_ek. Tworzymy przestrzeń wolną od seksizmu, homo- i transfobii, rasizmu, nacjonalizmu, ageizmu i klasizmu. Chcemy trenować w przyjaznej i bezpiecznej atmosferze bez uprzedzeń i mowy nienawiści. Żeby żadna osoba ćwicząca w klubie nie czuła się upokorzona, wykluczona, ani dyskryminowana. Nie chcemy maczyzmu, agresji i napinki. Tak rozumiemy bezpieczeństwo przestrzeni klubu.


Patryk Chilewicz: Dlaczego „ruchomy”?

Łukasz Wójcicki: To gra słów: z jednej strony to hasło odnosi się do ruchu fizycznego, ćwiczeń i treningu, a z drugiej do zmieniającego się miejsca. Aktualnie co prawda treningi Queer Fight odbywają się w siedzibie Akademii Kung Fu „Tygrys i Żuraw”, ale nie mamy swojego miejsca, w którym mogłyby się odbywać wszystkie zajęcia. W lecie, treningi biegowe odbywały się nad Wisłą, a zajęcia z „Polityczności ciała” w siedzibie szkoły Capoeiry „Zimba”. Treningi z samoobrony odbywają się w sali warsztatowej Teatru Powszechnego, pod auspicjami i z inicjatywy fundacji Strefa WolnoSłowa. Poza tym, można u nas zamówić kurs z samoobrony i przyjedziemy, na dzień lub weekend. Nie ma problemu.

Gwiazda to klub wegański. Czy mogą należeć do niego tylko osoby niejedzące mięsa? Co to oznacza w praktyce?

Oczywiście, w klubie mogą trenować wszystkie osoby, bez względu na dietę. Zależy nam, żeby kadra była roślinożerna. Naszym celem jest promocja sportu na diecie wegańskiej. Pokazanie niedowiarkom, że bez mięsa można być silną, wytrzymałą i zdrową osobą. Co więcej, że dieta wegańska, w przeciwieństwie do mięsnej, jest gwarancją zdrowia. Przy regularnym treningu i wysiłku fizycznym to klucz do zdrowej sylwetki i celowo nie mówię, że do szczupłej, tylko do swojej sylwetki. Jeśli jesteśmy osobami szczęśliwymi w swoim ciele, to najważniejsze. Nic, tylko to pielęgnować. Nie wszyscy się ruszają, żeby być fit. Czasem, bo zwyczajnie mają ochotę się poruszać bez ambicji na rzeźbienie katalogowego ciała.

15036501_1718542521805305_306424615123195763_n

Ale to, co ważne w diecie wegańskiej w sporcie, to przede wszystkim, że bez najmniejszego kłopotu można zapewnić sobie wszystkie niezbędne składniki odżywcze bez przyczyniania się do cierpienia milionów zwierząt na świecie. Nasza dieta jest polityczna, w ten sposób krytykujemy i sprzeciwiamy się bezdusznemu przemysłowi mięsnemu, który nachalnie agituje w sporcie, że bez mięsa jesteśmy słabi/e. A to jest bzdura, czego dowodem są dziesiątki osób z sukcesem trenujące różne dyscypliny sportowe odnosząc w nich spektakularne sukcesy. Wystarczy popatrzeć na wegańskie sylwetki takich osób w sporcie jak ultramaratończyk Scott Jurek, zawodniczka sportów sylwetkowych i bokserka Amanda Reister, triathlonista Brendan Brazier, łyżwiarka Meagan Duhamel czy zawodnik MMA Mark Hunt.

W założeniu to klub wolny od wszelkich fobii czy seksizmu. To duży problem w innych klubach sportowych?

Trudno określić skale tego zjawiska, ale z doświadczenia – swojego i osób u mnie trenujących – wiem, że seksistowskie czy LGBTQfobiczne odzywki i komentarze trafiają się w wielu klubach sportowych. Szczególnie, jeśli mówimy o klubach sztuk i sportów walk. Niestety jest tak, że sporty siłowe i wytrzymałościowe, a sztuki walk do nich należą, kulturowo kojarzone są bardzo mocno z męskością i wysokim poziomem testosteronu. W takich klubach trenuje sporo chłopaków, którzy w ten sposób próbują udowodnić sobie i wszystkim dookoła, jak bardzo są męscy. W ten sposób, przestrzeń dla kobiet, a szczególnie dla osób nienormatywnych dramatycznie się kurczy. Odzywki typu „ćwiczysz jak baba” czy „uderzasz jak pedał” są na porządku dziennym w wielu klubach. Są tak wpisane w kulturę treningów, że niejednokrotnie trenerzy i trenerki, jak i osoby trenujące nie słyszą tego, co oczywiście ich nie tłumaczy i nie zwalnia z obowiązku zwracania uwagi na wkluczający język.

Nie twierdzę, że w każdym klubie natkniemy się na dyskryminacje, ale jest to bardzo częste zjawisko, a osoby tworzące klubową atmosferę najczęściej nie zdają sobie nawet sprawy, że używają opresyjnego języka. Nasz klub jest o tyle specyficzny, że przede wszystkim nastawiony jest na akceptację różnorodności, ale także stwarza przestrzeń na porażkę i słabość, na które w wielu klubach nie ma miejsca. Jesteśmy przystanią dla osób, które nie czują się komfortowo w macho otoczeniu i w środowisku twardego współzawodnictwa. U nas można nie mieć siły i ma się prawo być zmęczonym/ną. Treningi Queer Fight są po to, żeby właśnie nabrać siły, wytrzymałości i kondycji. To jest proces, przez który różne osoby przechodzą w różnym tempie. Trzeba to uszanować. Dla mnie najważniejsza jest atmosfera wspólnego trenowania, w której wszystkie osoby czują się dobrze, bez względu na swoją orientację i tożsamość.

Skąd pomysł na tego rodzaju inicjatywę? Wydaje się, że sport, sztuki walki czy siłownie na długo jeszcze pozostaną świątyniami maczyzmu.

Od kilkunastu lat zajmuję się sztukami walk i zaliczyłem w życiu sporo klubów sportowych. W miarę nabierania świadomości feministycznej, queerowej i wolnościowej w ogóle w moim dorosłym życiu, zacząłem zwracać uwagę na seksizm, homo- i trans*fobię, rasizm i wszelkie inne uprzedzenia w szczególności do mniejszości. Przeszkadza mi to na wielu poziomach życia a jednym z nich jest sport, zwłaszcza sporty walki, które są mi bliskie. Klimat braku akceptacji dla osób nienormatywnych, uprzedzenia czy wykluczający język pod ich adresem skłonił mnie do rozpoczęcia treningów wolnych od tego gówna. Czułem się bardzo niekomfortowo w tych „świątyniach maczyzmu”, jak je nazywasz. Ja, hetero cisfacet z całą plejadą przywilejów. Pomyślałem sobie: kurwa, co musi czuć osoba, która tych przywilejów jest pozbawiona? Korzystając ze swojego doświadczenia w sztukach walk, zapisałem się na kurs instruktora sportu w Polskiej Akademii Sportu, o specjalizacji samoobrona i sztuki walki. Zdałem i postanowiłem dzielić się swoją wiedzą z innymi osobami, które chciałyby trenować, ale często nie mają odwagi, albo złe doświadczenia z tradycyjnych klubów sportowych. Tak powstał RKS „Gwiazda”.

15741300_1745093075816916_4080704033471249622_n

Jesteś autorem programu walki Queer Fight. Na czym on polega?

Queer Fight to połączenie samoobrony, walki ulicznej i sztuk walk formuły K1, czyli Tajski Boks, Taekwon-do, Karate, Kickboxing. Nie jest to nic szczególnie odkrywczego, bo każda sztuka walki ma w sobie elementy samoobrony i street fight. Walka uliczna, sama w sobie jest transformacją różnych sztuk walk, z uproszczonymi technikami. Queer Fight jest ciągle w procesie. Staram się, żeby te trzy elementy równoważyły się. Ale sercem Queer Fight jest droga samorozwoju, praca nad sobą, nad swoimi słabymi i mocnymi stronami. Na wzór starożytnych sztuk walk, gdzie celem jest właśnie droga, proces. Ta Droga Queer – Queer-Do – to też postawa wobec życia: otwartości, różnorodności, akceptacji, równości i wolności. To, w połączeniu z treningiem fizycznym i dietą wegańską daje fantastyczne efekty, haha.

Kto przychodzi na Twoje zajęcia?

Przychodzą ludzie, którzy chcą trenować w przyjaznej atmosferze wzajemnego szacunku i akceptacji. Jest sporo osób ze środowiska LGBTQ+ i osób, które nie odnalazły się w tradycyjnych klubach sportów walk. Seksizm i homofobia to niejedyna bolączkach w klubach. Brak akceptacji dla słabości, niezdrowa rywalizacja, popisywanie się i ocenianie się na wzajem to stałe elementy w szkołach sztuk walk. Pewnie, że nie we wszystkich, ale nadal niestety w wielu. Jeśli zwracają uwagę na seksizm, to zdarzają się homofobiczne komentarze. Jeśli tego też się pilnuje, to jest wyśmiewanie i upokarzanie słabszych i wolniejszych. Ciężko znaleźć miejsce, gdzie na wszystko zwraca się uwagę. U nas to wychodzi, hehe.

Czy osoby LGBTQ dzięki Twoim zajęciom będą mogły spokojnie odeprzeć atak w razie zagrożenia?

Trudno na to odpowiedzieć, bo to zależy od wielu zmiennych. Kto atakuje, ile osób, jak się czujesz fizycznie i psychicznie, itp. Na pewno będą osobami silniejszymi, sprawniejszymi z dobrą kondycją. Będą bardziej pewne siebie a to klucz do skutecznej samoobrony i walki. To pomaga w życiu, w codziennych sprawach, w zwyczajnym konfrontowaniu się z przemocą państwa i społeczeństwa. Trenując i angażując się w treningi, jesteśmy szczęśliwszymi osobami, mocniejszymi i bardziej zdecydowanymi. To, że już przychodzimy na treningi to nasz wielki sukces. Że chce nam się trenować, męczyć i wylewać litry potu na matę. Przełamywać swoje słabości, ale też godzić się z nimi. Cieszyć się swoją siłą i wytrzymałością. Cieszyć się sobą, takimi, jakimi jesteśmy. A to źródło szczęśliwego życia, którego wszyscy i wszystkie pragniemy.


Więcej informacji o RKS „Gwiazda” na ich stronie na Facebooku. Zajrzyjcie też na naszą!


rozmawiał: Patryk Chilewicz
zdjęcia: materiały promocyjne / Pat Mic

Wypowiedz się