Szumny: Nie obawiam się Trumpa [OPINIE]

image

Oczywiście, że wolałbym, żeby wygrała Hillary Clinton. To między innymi dzięki jej decyzjom i zmianom w Departamencie Stanu USA stało się możliwe, że mogliśmy z moim ówczesnym chłopakiem, a obecnym mężem, kontynuować nasz związek, mogłem z nim wyjechać, zamieszkać, studiować język obcy w amerykańskiej szkole dyplomatycznej, towarzyszyć mu oficjalnie podczas pracy dla Ambasady Stanów Zjednoczonych w Republice Wysp Zielonego Przyladka, samemu znaleźć pracę w tejże Ambasadzie, po powrocie do Stanów mieć legalny pobyt na miejscu, możliwość pracy, aż w końcu wziąć ślub i otrzymać Zieloną Kartę.

Ale miało być nie o Hillary, tylko o Prezydencie Elekcie.

Wydaje mi się, że Donald Trump postanowił wystartować w wyborach, aby przekonać się, jak daleko może zajść i trochę się tym zabawić. Glosił bardzo kontrowersyjne hasła, w tym przeciwko środowisku LGBTQ, mając świadomość, że największą siłę wyborczą w kraju stanowią słabo wyedukowani, konserwatywni, biali Amerykanie. Wykorzystał rosnące niezadowolenie większości (przyznam się, że czasami i moje) ze zbyt dużych przywilejów, które otrzymują nielegalni imigranci, w stosunku do osób, które przebywają w kraju legalnie i płacą podatki. W końcu wygrał w demokratycznych wyborach, nie jest moją rolą kwestionować wynik.

Mogę natomiast mieć nadzieję, że kiedy obejmie oficjalnie stanowisko Prezydenta Stanów Zjednoczonych, odejdzie od tych najbardziej kontrowersyjnych pomysłów. Rożowe Pantery najbardziej zapewne interesują sprawy LGBTQ. Donald Trump ma świadomość, że prawa małżeńskie dla osób tej samej płci zostały zatwierdzone przez Sąd Najwyższy i nie ma on władzy by to zmienić.

Nie należy również zapominać, że Donald Trump jest nowojorczykiem, a w Nowym Jorku nikogo nie obchodzi kto, co i z kim robi. Z tego samego powodu może się okazać, że Donald Trump lepiej będzie się dogadywał z przywódcą Demokratów, ponieważ pochodzi on z tego samego miasta.

Dlatego myślę, że nie należy się zbytnio obawiać nowej prezydentury. A w razie czego za kilka lat będą kolejne wybory, zarówno w Stanach, jak i w Polsce.

W noc wyborczą, kiedy okazało się, że Trump wygrywa i wiele niezadowolonych z tego powodu osób sprawdzało, jak wyemigrować do Kanady, otrzymaliśmy z moim mężem potwierdzenie, że za pół roku przenosimy sie do Montrealu.

I po balu.


tekst: Maciej Szumny

Wypowiedz się