Chilewicz: Lewico, potrzeba nam zjednoczenia

image

Widać, że na lewicy coś drgnęło. Fanatyczne rządy PiS
sprawiły, że na ulice wyszły kobiety oraz różne inne grupy społeczne, także mniejszości zaczęły zwierać swoje szeregi. Paradoksalnie rządy prawicowych
populistów mogą sprawić, że lewa strona życia politycznego może odrodzić się na
nowo. Indywidualizm poszczególnych środowisk jest rzeczą piękną, lecz wydaje mi
się, że przyszedł czas na zastąpienie przypadkowych i chwilowych sojuszy
pewnego rodzaju paktem, pod którego sztandarami będziemy wspólnie działać.

Wraz z rozwojem prawicowego ekstremizmu ruchy wolnościowe i
emancypacyjne wyszły z medialnej głuszy. Znów zaczęło się mówić o prawie do
aborcji, związkach partnerskich, zmianach w prawie pracy czy dodatkach socjalnych.
To idealny moment, by lewica pokazała swoją siłę i stała się realną odpowiedzią
na propozycje liberalnych konserwatystów. Do tego potrzeba nam jednak
zjednoczenia, bo historia pokazała, że gdy to nie nastąpi, wciąż będziemy polityczną
kanapą, której sukcesem jest, gdy na jej protesty przychodzi tysiąc osób. Z
całym szacunkiem dla tego wiernego i upartego tysiąca, ale w ten sposób nie da
się prowadzić polityki krajowej.

Liderzy poszczególnych partii, stowarzyszeń i grup związanych
z lewicą powinni spotkać się na prawdziwe obrady Lewicowego Okrągłego Stołu, w
skrócie – LOS. Takie inicjatywy już padały, tylko że głównie ze strony SLD,
które szczęśliwie kończy już swój polityczny żywot. Jakość uczestników powinna
być tu kluczowa, nie wielkość partii czy rozpoznawalność telewizyjnych
celebrytów. Razem pokazało, że mając znikome fundusze i będąc politycznym
świeżakiem można zgromadzić kapitał społeczny. Jesteśmy w tym momencie
przemian, w którym ludzie mają dość zastałych, zmęczonych życiem organizacji.
To świetna chwila, by mniejsze, nieuwikłane w układy i afery środowiska mogły
zabrać głos – bez „życzliwego” patronatu panów Millera, Czarzastego czy
Palikota.

Nie chodzi mi jednak o przemocowe ściskanie różnych
środowisk do jednego wyborczego worka, którego głównym celem jest przekroczenie pięcioprocentowego progu w najbliższych wyborach parlamentarnych. Chodzi bardziej
o umowę zawartą ponad podziałami, która pozwoli zewrzeć szeregi i sprawdzić,
gdzie jesteśmy zgodni i możemy współpracować. Takich momentów jest wiele –
walka o prawa kobiet, lokatorów, mniejszości seksualnych, otwartość na
uchodźców, bardziej progresywne prawo podatkowe, reforma systemu emerytalnego…
To tylko hasła, które mogą nas łączyć. Moje prywatne propozycje. Wszystko
wymaga oczywiście rozmów.

To mógłby być – przepraszam za patos – dokument podobny do
21 postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego z 1980 roku. Wtedy też
różne podchodzące do siebie na co dzień z rezerwą środowiska, a nawet najzwyklejsi
polityczni rywale, wzbili się ponad codzienne waśnie i prywatne ambicje, by –
przepraszam za patos numer dwa – zwyczajnie zrobić coś dobrego dla Polaków.

Wydaje się, że przyszedł kres lawirowania między poglądami,
jakie uprawiają od lat Platforma Obywatelska czy Sojusz Lewicy Demokratycznej.
Dość też niejasnego, mętnego przekazu Komitetu Obrony Demokracji – lewica musi
w końcu uwierzyć, że nie jest skazana na ruch polityczny z twarzą Petru, Schetyny
czy Kijowskiego. My też możemy stworzyć sprawny ruch, który będzie w stanie
organizować protesty, mobilizować ludzi, a przy okazji – to w
odróżnieniu od KOD-u – mówić o czymś, a nie zajmować się samym sobą. Wystarczy
uwierzyć, przestać słuchać mądrych głów z telewizji mówiących, że lewicy w Polsce
nie ma i… działać. Jeśli teraz nie damy Polakom jasnej, przejrzystej i
atrakcyjnej alternatywy, to na długie lata możemy zatonąć w odmętach
nacjonalizmu i różnych fobii. Jeśli tak się stanie, to będę obwiniał za to
dzisiejszych liderów politycznych, gdyż teraz ruch należy do nich.

Także partio Razem, Zieloni, Inicjatywo Feministyczna,
Inicjatywo Polska, Ruchu Sprawiedliwości Społecznej, Ogólnopolski Strajku Kobiet,
Dziewuchy Dziewuchom, Kampanio Przeciw Homofobii, Miłość nie wyklucza, Grupo
Stonewall, Krytyko Polityczna, Codzienniku
Feministyczny, Lewico.pl, Porozumienie Kobiet 8 Marca, Manifo, Feminoteko,
Ekspertki.org, Queer.pl, Tolerado, Lambdo i wiele innych świetnych organizacji
społecznych, politycznych i środowisk ideowych – jesteście piękni w swoich
indywidualnościach, lecz skuteczni tylko razem.


tekst: Patryk Chilewicz
ilustracja: Rutger

Wypowiedz się

1 Comment

  1. Mam problem z takimi odezwami do jednoczenia się. Po pierwsze: wierzę, że na Polskiej scenie politycznej jest miesce dla więcej niż jednego lewicowego bytu, a po drugie: nie do końca takie zjednoczenie jest odpowiedzią na obecny stan. Nie musimy być zjednoczeni, żeby mówić współnym dla lewicy językiem. Nie musimy być jednym ciałem, żeby mówić o prawach pracowniczych, zabezpieczeniach socjalnych, dostępie do edukacji czy służby zdrowia, prawach kobiet czy mniejszości (seksualnych, etnicznych, religijnych). Problemy zaczynają się kiedy mamy komunikować nasze postulaty do przeciętnego wyborcy. Obecnie lewica skupiona jest (jeszcze, ale pracujemy nad tym) w dużych ośrodkach miejskich i musi znaleźć język, którym będzie komunikowała potrzebę stworzenia państwa opiekuńczego ludziom mieszkającym poza tym ośrodkami, borykającymi się z innym zestawem problemów. Nie musimy się jednoczyć, żeby wypracować wspólny jezyk.

Comments are closed.