Rutkowski: Twórzmy własne narracje! [OPINIE]

Zakochana para biega i tańczy na plaży, w tle electropop. Wakacje. Wystarczy, by była to para jednopłciowa, a opisany klip staje się manifestem politycznym, a zachowanie pary ma coś konkretnego przekazać. Przekaz ten jest dość oczywisty: jesteśmy takimi samymi ludźmi jak wy, a przede wszystkim jesteśmy normalni. Bo czasem heterycy może i nie są do końca zdrowi na umyśle, może nie panują nad sobą, ale w ich przypadku nie jest to nigdy związane z orientacją seksualną. Jest domyślna, prawidłowa. U osób nieheteroseksualnych jest na odwrót.

Skoro jednak wiemy, że taka asymetria jest niesprawiedliwa, dlaczego przystajemy na warunki dyskursu, który ją konstytuuje? Jeśli nieheteroseksualność z założenia jest patologią, rodzajem nienormalności, to normatywne starania na rzecz udowodnienia, że tak nie jest skazane są niepowodzenie. Dla wielu ludzi panowie z klipu pozostają pedałami, a ich starania nie są nawet zauważone, uznane są raczej za nachalne epatowanie chorymi skłonnościami. Poznawczo lądują więc na tej samej półce, z której według nich najwięcej czerpią polskie media pisząc o prawach gejów. Lądują na półce z paradami, chłopakami w szpilkach, drag queen z tapetą na twarzy wyginający się w spodniach z dziurą na tyłku, dla których mieli stanowić strategiczną przeciwwagę.

Panowie wychodzą bowiem z założenia, że należy ograniczyć się z możliwą kontrowersją do minimum. Ale czy homofobiczne reakcje, o których mowa w zacytowanym wyżej wywiadzie, nie skłaniają do namysłu nad charakterem samej homofobii? Skoro zwyczajny filmik z wakacji wywołuje chęć poderżnięcia gardeł lub zagazowania, to znaczy, że niezależnie od starań homoseksualizm pozostaje czymś godnym największej pogardy. A to daje asumpt do refleksji nad możliwymi strategiami oporu, które zamiast starań o sprzyjanie gustom opresyjnego systemu, rozsadzą normy epistemiczne go wytwarzające.

Para narzeka na medialny dobór gejów. Ci jednak pozostają bardzo powściągliwi i mało radykalni. Rzadko kiedy są przegięci, w normy wpisują się całkiem dobrze. Podobnie jest z organizacjami LGBT, których przekaz pozostaje równie letni. Bardzo często jednak, dajemy się bałamucić obiegowym opiniom o szkodliwości parad równości, o tym jak “normalnym” gejom szkodzą ci przegięci, co sprowadza się do myśli, że gdybyśmy tylko byli normalni, to stalibyśmy się równi wobec prawa. Przypadek wspominanej w tym tekście pary temu przeczy. On, jak i masa innych.

Dyskurs prawicowy obojętny jest tak na miłe obrazki szczęśliwych par, jak na dziesiątki badań dotyczących homoseksualizmu, czy wychowywaniu dzieci przez pary jednopłciowe. Przykładowo, ponad 70 badań dowodzi braku szkodliwości takiego wychowania, prawica wybiera jednak obalone dowodzenia Regnerusa, bądź Camerona. Normy naukowe jej nie obowiązują. Trudno więc zmagać się z nią na tym polu. Broniąc się myśleniem spiskowym, zrzuci winę na homolobby. Metodologia? Epistemologiczne standardy? Różnorodność ośrodków badawczych i uniwersytetów? Nieistotne. Czy można ten dyskurs odkłamywać? Pewnie. Kiedy jednak massmedia oferują wyłącznie mniej lub bardziej prawicowe kanały telewizyjne (niespodzianka, TVN nie jest kanałem komunistycznym, jak niektórzy sądzą), na których skrajnie homofobiczni religijni fundamentaliści mogą swobodnie rzucać ‘pederastami’ i ‘pedałami’, a ich pseudonaukowe rojenia nie spotykają się z krytyką ani wątpliwościami ze strony prowadzących, homofobia reprodukowana jest w szkołach na lekcjach religii, czy WDŻ-u, a par jednopłciowych prawie nie ma serialach i filmach, można być też pewnym, że nic to nie da.

Skoro więc ani normatywne strategie, ani intelektualne nie przynoszą skutków, daje to asumpt do namysłu nad dynamiką władzy dyskursywnej, która społeczeństwo “wytwarza”. Skoro sukces prawica zawdzięcza antyintelektualizmu, cynizmowi i nowomowie, to należy zastanowić się jakimi pojęciami operuje i co one znaczą, jakie emocje mają wywoływać. Czy nie jest tak, że język debaty publicznej jest językiem prawicowym? (W końcu “zabijanie dzieci” w kontekście aborcji pada z ust zarówno Piaseckiego w TVN24, jak Pospieszalskiego w TVP.) Jeśli tak, to siłą rzeczy będzie on sprzyjał tym konkretnym poglądom.

Dobrze byłoby zdekonstruować dyskurs prawicowy (dominujący) przed tworzeniem własnych narracji, które mogą być w niego uwikłane.


tekst: Maciek Rutkowski

Tekst pierwotnie ukazał się na stronie autora.

Wypowiedz się