Chilewicz: Największą krzywdę możesz zrobić sobie sam – “Bent” w Teatrze Dramatycznym [RECENZJA]

Nie jest tajemnicą, że największe problemy z gejami mają osoby same nieświadome swojej seksualności, starające się ją schować lub przykryć pogardą i nienawiścią. Sam byłem w takiej sytuacji, gdy w szkole pewien Jacek przez lata traktował mnie z góry, bo zamiast broić na mieście wolałem czytać książki. Być może to właśnie od niego usłyszałem po raz pierwszy skierowane ku mnie słowo „pedał”. Po latach okazało się, że Jacek jest gejem, nie ma problemu z mówieniem o tym publicznie i chętnie angażuje się w różne wolnościowe inicjatywy. Życie!

Wracając do tematu: osoby homoseksualne często przyjmują narzucaną retorykę większości i nieświadomie wchodzą w rolę osób dyskryminujących. Dla niektórych co innego być gejem, a co innego wyglądać pedalsko. „Gej może być normalny”. Normalny, czyli jaki? Bo sam znam co najmniej kilkadziesiąt sprzecznych teorii dotyczących tego, co jest normalne.

Główny bohater spektaklu, Max, żyje w Niemczech lat 30., a więc w rozkwicie faszyzmu. Niewiele robi sobie z polityki, żyje chwilą. Każdy dzień to dla niego nowa impreza, używki i mężczyźni. Wszystko się zmienia, gdy Hitler opowiada się jednoznacznie przeciwko osobom nieheteronormatywnym. Maxa dopada brunatna rzeczywistość, musi w końcu wziąć za siebie odpowiedzialność. Prócz tego jest zmuszony odpowiedzieć na podstawowe pytania, których dotąd unikał: kim jest? Czego pragnie? Ile jest dla niego warte życie? I w końcu: czy ma odwagę kochać?

To opowieść cierpka, lecz pełna namiętności. Reżyserce Natalie Ringler udało się uniknąć patosu, o jaki łatwo w połączeniu tak trudnych i bolesnych tematów. Na wyjątkową uwagę zasługuje Mariusz Drężek, który brawurowo wcielił się w rolę głównego bohatera. Jeśli jeszcze jakimś cudem nie znacie tego aktora, to musicie natychmiast nadrobić – Drężek świetnie lawiruje pomiędzy serialami i ambitniejszymi produkcjami. A widać, że zarówno apetyt, jak i talent pchają go ku tej drugiej opcji.

„Bent” pokazuje nam jak łatwo – uważając się za wolną i niezależną jednostkę – można wpaść w sidła systemu, który narzuca ci w co masz wierzyć, jak wyglądać i kogo kochać. Masz dwie opcje: albo podporządkujesz się i będziesz żył/a stabilnie, acz pewnie nieszczęśliwe lub zaryzykujesz i zostaniesz sobą. Wybór należy do ciebie, lecz pamiętaj o jednym: największą krzywdę możesz zrobić sobie sam.


Martin Sherman, „Bent”
reżyseria: Natalie Ringler
przekład: Rudi Birden
obsada: Mariusz Drężek (Max), Kamil Siegmund (Rudy, Kapitan), Piotr Bulcewicz (Horst, Wolf), Piotr Siwkiewicz (Freddie, strażnik, gestapowiec), Maciej Wyczański (Greta, oficer)
Teatr Dramatyczny w Warszawie, scena Przodownik

Bilety możesz kupić tutaj.


tekst: Patryk Chilewicz
Recenzja pierwotnie ukazała się na blogu autora

Wypowiedz się