Piotr Dobry o wyznaniu Natalii Przybysz [CYTAT]

Afera wokół wyznania Natalii Przybysz przypomniała mi sytuację po polskiej premierze filmu braci Dardenne “Dwa dni, jedna noc”, kiedy to pojawiło się sporo głosów, że pomysł wyjściowy jest naciągany, no bo niby jak tu się przejąć dramatem bohaterki, która walczy głównie o to, by nie wrócić do mieszkania komunalnego, a nawet, cholera jasna, ma samochód (!). No doprawdy, w dupach się poprzewracało od tego dobrobytu. Tu podobnie – słyszę, że gdyby ciążę przerwała z powodów ekonomicznych kobieta z patologicznej Polski B, nie warszawska celebrytka, być może wówczas łaskawcy zdobyliby się na cień empatii. Bo przecież – pieją moraliści na forach – “JA dorastałem w jednym pokoju z dwojgiem rodzeństwa i byliśmy szczęśliwi”. Argument tego rzędu, co “JA dostawałem w dupę od ojca i żyję” albo “JA wychowałem się na trzepaku, piłem wodę z kałuży, gardzę bezstresowym wychowaniem”. To “JA” jest tu kluczowe. Mam wrażenie, że w tym kraju niemal całkowicie zanikła umiejętność rezygnacji z własnego punktu widzenia i przyjęcia optyki innej osoby. O ile oczywiście kiedykolwiek taka umiejętność się tu wykształciła. I nawiasem dodam jeszcze tylko, że wielokrotnie rozważaliśmy z żoną powiększenie rodziny. Niestety, jak dotąd nie stać nas na trzecie dziecko. Mimo że mieszkamy na stu metrach, nie sześćdziesięciu. Carringtonowie.

Piotr Dobry, dziennikarz

Wypowiedz się